Kategorie artykułów

Sakrament małżeństwa (37)
Celebracja aktu małżeńskiego (45)
Miłość ludzka w planie Boga (69)
Czystość przedmałżeńska (15)
Płodność i planowanie dzieci (36)
Początek życia ludzkiego (10)
Wychowanie seksualne dzieci (10)
Orgazm (18)
Inicjacja, gra wstępna (33)
Ciąża i diagnostyka prenatalna (12)
Leczenie niepłodności (11)
Wstrzemięźliwość seksualna (42)
Poronienie (4)
Menopauza (5)
Choroby, trudne sytuacje (67)
Masturbacja (15)
Pornografia (13)
Seksoholizm (9)
Środki antykoncepcyjne (29)
In vitro (11)
Syndrom poaborcyjny (7)
Modlitwy małżeńskie (6)
Pożądliwość serca (54)
Podejście do grzechów seksualnych (57)
Historia i nowoczesność (35)
Stereotypy (51)
Zdrada (11)
Historie z życia (43)
O nas Kontakt

WESPRZYJ NAS

Żeby moje dziecko miało lepiej niż ja

Żeby moje dziecko miało lepiej niż ja

Niemalże w każdym rodzicu jest marzenie – oczekiwanie, często pojęte jako zobowiązanie do starań, żeby jego dzieciom było w życiu lepiej.

Niedawno w skrzynce mailowej znalazłam list zaczynający się od słów: „Ewa, czy masz dziecko?”. Mam, więc otworzyłam. List zachęcał mnie do kupienia książki o tym, co zrobić, żeby moje dziecko miało w życiu lepiej, czyli: miało łatwiejszy start w dorosłe życie, zarabiało więcej pieniędzy, miało lepszy dom – jednym słowem było szczęśliwsze. 

Zadziwiające, z jaką celnością spece od reklamy potrafią poruszyć najczulsze punkty w marzeniach matki i ojca, nawiązując – być może przypadkowo, ale skutecznie – do naszej wieloletniej tradycji nękanego konfliktami i wojnami narodu. Przecież to moi dziadkowie, odbudowujący swoje gospodarstwo po zniszczeniach II wojny światowej, czytali i słyszeli nieustające zachęty do wyrzeczeń w imię dobra przyszłych pokoleń. To moi rodzice, a częściowo i ja, mieli znosić trudy przemian społecznych i ekonomicznych po to, żeby ich i moim dzieciom było lepiej. 

Życie naszych dzieci z pewnością będzie lepiej zorganizowane i lżejsze niż nasze. Moja mama nie miała pralki automatycznej ani zmywarki, a ja mam, więc uwolniłam się od tych nużących czynności. Ale, podobnie jak w moim domu rodzinnym, słyszałam narzekania, a i kłótnie o to były, że jeszcze nie jest pozmywane, tak teraz słyszę skargi i wymówki, że znowu ktoś nie załadował albo nie rozładował zmywarki. Poziom zadowolenia z życia, a o to chodzi w tych kuszących obietnicach lepszej przyszłości naszych dzieci, nie zależy od wyposażenia w zdobycze techniki. Nie zależy również od wykształcenia. Od ilości posiadanych pieniędzy zależy w sposób umiarkowany, ale powyżej pewnego poziomu zamożności nie zależy już wcale. Poziom zadowolenia z życia, a więc poczucie bycia szczęśliwym, jest wysoko skorelowany z zaspokojeniem podstawowych potrzeb życiowych, z pozostawaniem w udanym związku, z zaangażowaniem w duchowy aspekt życia, z posiadaniem znajomych i przyjaciół, z pomaganiem innym, z umiejętnością realizowania swoich pasji. 

Jak wychować dzieci na szczęśliwych ludzi?

Starania rodziców, zmierzające do zapewnienia dobrej przyszłości dzieciom, są naturalne. Ale na cóż te starania, jeżeli dzieci nie będą umiały być szczęśliwe? Warto pamiętać, że po rodzicach dziedziczymy nie tylko nieruchomości i ruchomości. Dziedziczymy też nawyki składające się na styl życia, poglądy na świat i postrzeganie innych ludzi. To rodzice kształtują nasz obraz siebie, a klimat emocjonalny rodziny ma ogromny wpływ na nasze przyszłe życie uczuciowe. Dziedziczymy wiedzę o tym, czego się bać i o co się złościć, w jaki sposób okazywać strach, złość, miłość i inne uczucia. Również przekonania o tym, czym jest szczęście i jak być szczęśliwym. Może się okazać, że nasze dzieci będą robić to samo co my, a więc poświęcą się staraniom o lepszą przyszłość następnych pokoleń.

Jeżeli dziecko nie ma okazji oglądać zadowolonego i szczęśliwego ojca ani matki, w dorosłym życiu może nie wiedzieć, o co w poczuciu szczęścia chodzi i nie nauczy się być szczęśliwe.

Według Martina E. P. Seligmana, autora książki pt. „Prawdziwe szczęście”, żeby być szczęśliwszym, trzeba:

  • zamieszkać w bogatym i demokratycznym kraju,

  • zadbać o udane małżeństwo, 

  • mieć przyjaciół, 

  • dbać o swoją duchowość.

Jeżeli chwilowo pierwszy warunek wydaje nam się nie do spełnienia, to i tak pozostają trzy istotne czynniki, które w znacznej mierze zależą od nas, jeśli tylko się w nie zaangażujemy. Nie zawsze ich realizacja jest prosta. Często spotykamy się z ogromną dysproporcją w podziale zadań życiowych dzisiejszych rodziców.  

Nierzadko jest tak, że wszystkie siły, myśli i uczucia skupione są na pracy i wychowywaniu dzieci („Bo przecież ta przyszłość…”). Rodzice są najczęściej przemęczeni, zabiegani, rozczarowani, pełni złości lub obaw i strachu. Kiedy nie wiedzą, jak zareagować, męczy ich niepewność albo poczucie winy, że coś robią źle i bezskutecznie. Rezygnują ze swojego odpoczynku, oskarżając się o brak czasu dla dzieci. Gorzknieją w poczuciu niższości, bo ich na coś nie stać, bo za mało mają pieniędzy. W tych napięciach wybuchają atakami furii. I tak dzień po dniu pokazują dziecku obraz nieszczęśliwego człowieka. A rodzice są wzorem. Ich zachowania dziecko, gdy dorośnie, będzie uznawało za normę

Rezygnacja z własnego szczęścia na służbę następnym pokoleniom nie jest dobrym pomysłem.

Kiedy rodzice nie słuchają swoich dzieci, a ich sukcesy traktują jako coś normalnego i zwalniają z wymagań, nie pozwalając na odczucie własnej mocy i satysfakcji, dziecko czuje się pomijane, frustrowane, poniżane; reaguje smutkiem, żalem, strachem i, tym samym, trenuje bycie nieszczęśliwym. Na cóż wtedy te, okupione ogromnym wysiłkiem, starania o lepszą przyszłość dziecka? Czy będzie ono zadowolone ze swojego życia? 

Jest takie powiedzenie: „Szczęśliwi rodzice mają szczęśliwe dzieci”. Czy można pomóc sobie być szczęśliwym? Są różne warsztaty dla rodziców, między innymi: „Jak mówić, aby dzieci słuchały; jak słuchać, aby dzieci mówiły”. Nie chodzi w tych warsztatach o nauczenie się egzekwowania zwykłego posłuszeństwa czy uzyskiwania informacji, lecz o nauczenie się takich sposobów mówienia do dzieci, żeby wzajemne porozumiewanie się tworzyło więź emocjonalną, a w uczuciach towarzyszących relacji rodzice-dzieci coraz więcej było szacunku, miłości, radości, zaufania, wdzięczności i zwyczajnej, prostej przyjemności z bycia razem oraz zrozumienia. Krótko mówiąc, chodzi o szczęśliwą relację. 

Tego można się nauczyć. Z pewnością będzie to ważny krok w kierunku zapewnienia dzieciom dobrej przyszłości.

Zadanie domowe 

Przypomnij sobie szczęśliwą osobę z twojej rodziny. Jeśli jesteś kobietą, niech to będzie kobieta, jeśli mężczyzną – mężczyzna. Przypomnij sobie, jak wyglądało/wygląda jej życie. Co robiła, kogo kochała, jak mieszkała, jakie były jej pasje i zainteresowania? Jak odnosiła się do innych, w co wierzyła? Po czym możesz poznać, że należała/należy do ludzi zadowolonych z życia? Czego możesz się od niej nauczyć? Czy chciałabyś/chciałbyś, żeby życie twojego dziecka było podobne do życia tej osoby? 

Jeżeli nie możesz sobie nikogo takiego przypomnieć, zostań pierwszym szczęśliwym człowiekiem w twojej rodzinie.

 

Ewa Krupińska – absolwentka IPSiR UW, PS Terapii i Treningu Grupowego. Pracuje w Specjalistycznej Poradni Rodzinnej w Warszawie. Jest trenerem i coachem, doświadczonym nauczycielem umiejętności wychowawczych. Prywatnie: mama i babcia. 


Artykuł został opublikowany w piśmie “Zbliżenia. O małżeństwie bliżej”, nr. 4 Dzieci są najważniejsze?”

Kliknij w baner, by dowiedzieć się więcej.

Podobne artykuły: