Lęk przed ciążą i porodem dotyka chyba większości kobiet. Strach przed bólem, przed możliwymi komplikacjami, zagrożeniem chorobą czy wadą rozwojową u dziecka, przed czekającą odpowiedzialnością, trudem związanym z macierzyństwem i wiele jeszcze innych czyhających po drodze niebezpieczeństw może podsuwać nam wyobraźnia. W większości przypadków ten naturalny strach daje się jakoś opanować i zazwyczaj kobiety radzą […]
Lęk przed ciążą i porodem dotyka chyba większości kobiet. Strach przed bólem, przed możliwymi komplikacjami, zagrożeniem chorobą czy wadą rozwojową u dziecka, przed czekającą odpowiedzialnością, trudem związanym z macierzyństwem i wiele jeszcze innych czyhających po drodze niebezpieczeństw może podsuwać nam wyobraźnia.
W większości przypadków ten naturalny strach daje się jakoś opanować i zazwyczaj kobiety radzą sobie same, gdyż naturalna potrzeba macierzyństwa okazuje się silniejsza. Nowe sytuacje uruchamiają ukryte rezerwy i podejmowanie zadań kolejnego etapu życia przebiega bez zakłóceń.
Mam to samo. Ten temat wywołuje u mnie takie uczucia, takie drętwienie, że więcej po prostu nie mogę pisać. […] do strachu przed samym bólem dochodzi strach przed odpowiedzialnością za dziecko, przed zmianą życia. To mnie przerasta.
Niekiedy jednak lęk okazuje się silniejszy niż samo pragnienie dziecka i macierzyństwa. Lęk paraliżuje, uniemożliwia normalne funkcjonowanie i jest najczęściej skrywany przed otoczeniem. Od lęku ucieka się, zwalcza go pracą, rozrywkami, coraz to nowym hobby, wyjazdami i zagranicznymi podróżami; zagłusza nadmierną aktywnością. Czasem somatyzuje się go w postaci wymagających leczenia schorzeń – według schematu „ucieczki w chorobę”.
Tokofobia
„Kobiety cierpiące na tokofobię pragną mieć dzieci, ale ze strachu przed ciążą i porodem ciągle odkładają decyzję na później albo robią wszystko, żeby w ciążę nie zajść. Unikają seksu i stosują wszelkie możliwe metody antykoncepcji. Zdarzają się też przypadki kobiet, które – nie mając zaufania do środków antykoncepcyjnych – w porażającym strachu przed ciążą decydują się na zabieg podwiązania jajników lub namawiają męża na wazektomię.” Często ten „wysoki poziom lęku związanego z wyobrażeniami porodu nie pozwala zajść w ciążę, a – jako silnie przeżywany stres – może prowadzić do poronienia, skłaniać do myśli samobójczych, a czasem też do aborcji” (Billert H., „Tokofobia – problem multidyscyplinarny”).
Bardzo chcę mieć dziecko, lecz sama nie wiem, co jest większe – strach czy chęć posiadania dzidzi. Może Wy coś poradzicie i powiecie, czy też tak miałyście?? Nie mogę się przełamać i kochać się bez zabezpieczenia.
Jak często dziś występuje lęk przed ciążą? Trudno powiedzieć. Sądząc jednak po dyskusjach toczonych między innymi w Internecie, zjawisko to może być obecnie dużo częstsze niż dawniej. Jak wynika z obserwacji praktyków, każde nastawienie na antykoncepcję, które trwa dłużej niż dwa lata, daje zwykle poczucie posiadania władzy nad prokreacją i nie można wykluczyć, że powoduje automatyczną „współpracę organizmu” kobiety z jej psychicznym nastawieniem. Proces ten odpowiada wszystkim regułom przebiegu zależności psychosomatycznych.
Przeraża mnie perspektywa bycia w ciąży, a jeszcze bardziej wizja porodu.
Pułapka wyobraźni
Gdy trzeba zmienić nastawienie psychiczne, podjęcie świadomej decyzji nie przychodzi wcale łatwo. Wtedy często wyobraźnia wymyka się spod kontroli i trudno zmusić ją do współdziałania w racjonalnie zaplanowanym kierunku. Nie tak łatwo dostrzec moment, w którym nasze myślenie o czymś, co wydaje się, że wymagałoby rozwiązania, staje się tylko kręceniem w kółko i zaczyna prowadzić donikąd.
Chciałabym mieć dziecko, ale ten paniczny lęk jest silniejszy i pewnie, nawet jakby udało mi się zajść w ciążę, to mój lęk przed zbliżającym się porodem sprawiłby, że ciężko byłoby mi ją donosić.
Praca wyobraźni bywa tu nader destrukcyjna – fiksuje się na wybiórczo zapamiętanych lub wykreowanych obrazach, które powstają spontanicznie lub pod wpływem przypadkowych skojarzeń i wciąż mimowolnie wdzierają się do świadomości; z nachalnością intruza przykuwają uwagę do tych samych przerażających i bolesnych narracji.
„Wyróżnia się trzy rodzaje tokofobii:
tokofobia pierwotna – dotyka kobiet, które nie były wcześniej w ciąży. Ma podłoże nerwicowe lub kulturowe. Często jest powiązana z przeżyciem traumy w dzieciństwie, związanej z molestowaniem seksualnym bądź doświadczeniem śmierci bliskiej osoby (matki), która zmarła podczas porodu,
tokofobia wtórna pierwszego rodzaju – występuje wśród kobiet, które już urodziły dziecko, ale w czasie poprzedniej ciąży doznały silnego szoku – np. śmierci dziecka. Dotyka ona również kobiet, które poroniły albo poddały się zabiegowi aborcji,
tokofobia wtórna drugiego rodzaju – dotyka kobiet, które w okresie poporodowym przeszły ciężkie zaburzenia emocjonalne – np. depresję poporodową lub stres pourazowy” (Billert H., „Tokofobia – problem multidyscyplinarny”).
Unikanie lęku
Normalną tendencją człowieka, który się boi, jest unikanie wszystkiego, co kojarzy się z lękiem. Ludzie zazwyczaj unikają zarówno powodujących lękowe skojarzenia tematów, miejsc, sytuacji, jak i wyobrażeń z nimi związanych, nieraz nawet bardzo odległych. Uważa się to zjawisko za przyczynę eskalowania się lęku, ponieważ unikanie kontaktu nie daje możliwości dokonania racjonalnych opracowań ani przetworzenia wyobrażeń. Związane z lękiem obrazy stanowią więc ciągle niepoddany obróbce surowiec, stałe zagrożenie. Jeśli ktoś ciągle wypycha coś ze świadomości, ryzykuje tzw. intruzje, czyli mimowolne i gwałtowne lęki napadowe.
Kobieta obawiająca się ciąży nie jest w stanie skoncentrować się na doznaniach erotycznych, ponieważ jej wyobraźnię i uwagę zaprząta nadchodzące niebezpieczeństwo.
To nie jest taki zwykły lęk, jak na przykład przed dentystą… Ja po prostu panicznie się tego boję, a poród kojarzy mi się z niewyobrażalnym bólem i w ogóle z najgorszą rzeczą, jaka może przydarzyć się kobiecie. Jak zaczynam o tym myśleć, to wariuję.
Już dawno zauważono, że u człowieka przeżywającego lęki – dotyczy to także kobiet przeżywających lęk przed ciążą – występuje skłonność do katastroficznego myślenia, tj. spodziewania się najgorszego i wyobrażania sobie tego, co najgorsze. Z tego też powodu zaczyna unikać się skojarzonych ze swoim lękiem miejsc, działań, sytuacji, tematów.
Podtrzymywanie lęku prawdopodobnie jest związane z ciągłym wzrostem tzw. uwagi wybiórczej i ze wspomnianą powyżej reakcją unikania. Osoba przeżywająca lęki staje się stopniowo coraz bardziej egocentryczna, skoncentrowana na sobie, wyczulona na sygnały z własnego ciała, ma uwagę nastawioną na obserwację swego organizmu. W oczywisty sposób utrudnia to kontakty seksualne.
Tłem tych objawów jest zawsze praca wyobraźni, która wymknęła się spod kontroli. Wyobrażone zagrożenie wkomponowuje się w schemat katastroficznej interpretacji. Kobieta nie widzi ani nie docenia już własnych umiejętności poradzenia sobie z trudną sytuacją. Boi się, że będzie wciąż się bała, że tego lęku nigdy nie pokona. Jedyne co pozostaje, to ucieczka i unikanie coraz większej ilości realnych, prawdopodobnych i wyobrażonych sytuacji zagrożenia.
Panicznie boję się ciąży i gdybym zaszła, to chyba bym się zabiła. A już porodu to w ogóle. W domu z nikim nie mogę o tym porozmawiać, bo zaraz słyszę, że jestem psychicznie chora, nienormalna i że natura kobiety to oddawanie swojego ciała na rzecz dziecka. Problem w tym, że ja nie chcę nikomu swojego ciała udzielać! Bo to moje ciało i nie uważam tego za przejaw egoizmu. Jedne kobiety chcą rodzić, proszę bardzo, a inne nie i ja do tych innych należę. Jak ten strach leczyć? Mam paranoje na punkcie czystych rak, jakby na każdej klamce siedziały plemniki, które na dodatek same biegają! Nie mam już siły i proszę o pomoc!!!!
Jak sobie radzić?
Wiadomo, że nasze wyobrażenia są najsilniejszym źródłem procesów fizjologicznych, realizowanych w sposób automatyczny i w najwyższym stopniu doskonały. Kto jest przekonany, że jest chory, choruje, a nawet umiera. To stwierdzenie wydaje się niewiarygodne, ale łatwo je uznać, gdy weźmiemy pod uwagę fakt, że przez samo myślenie o smakowitym sznyclu automatycznie inicjuje się proces trawienia, tzn. wydziela ślina i kwasy żołądkowe. A więc wyobraźnia to zarówno źródło wielu naszych cierpień, jak i – mądrze wykorzystana – wielki skarbiec środków radzenia sobie w cierpieniu. Z powodzeniem możemy wykorzystać ją w pokonywaniu lęku przed ciążą i porodem.
W terapeutycznej praktyce nie od dziś stosuje się różnorodne formy pracy z wyobraźnią, głównie w poznawczo-behawioralnym modelu terapii. Najbardziej znaną techniką jest tzw. ekspozycja wyobrażeniowa, gdy osoba doznająca lęku przechodzi swego rodzaju trening oswajania z sytuacjami lękotwórczymi w swojej wyobraźni.
„[…] mam coś takiego w sobie, że zaraz wymyślam, co bym zrobiła, gdyby antykoncepcja zawiodła, bo niedawno skończyłam studia, podjęłam pracę, więc wydawałoby się, że dziecko to nie byłaby tragedia, ale… nadal nie mamy mieszkania ani oszczędności […].”
We współcześnie często stosowanym modelu terapii używa się metafory szafy, w której panuje ogromny bałagan, a każde jej przypadkowe otwarcie powoduje wypadanie rzeczy, które chcielibyśmy ukryć. Stan taki trwa tak długo, jak długo sami nie zajrzymy do środka i nie zrobimy tam porządku. W technice ekspozycji wyobrażeniowej prosi się pacjenta, żeby „otworzył swoją szafę” i przywołał zapamiętane obrazy, trudne wyobrażenia, których się boi, i przyjrzał się im spokojnie, oddzielając realność od tego, co dodane, co na pewno nie może się wydarzyć. Proponuje się też przeżyć w wyobraźni wszystko to, co jest pozytywnym aspektem danego wydarzenia.
W technice nazywanej systematyczną desensytyzacją, czyli odczulaniem, kobieta może nauczyć się przeżywać swój lęk, konfrontując się, także najpierw w wyobraźni, z sytuacjami, które spostrzega jako zagrażające. Osoba musi przekonać się, najlepiej na praktycznych przykładach, w jaki sposób działa wyobraźnia i jak powstaje i rozrasta się lęk pod wpływem tworzonych przez nią wyobrażeń. Po krótkim czasie kobieta może nauczyć się sama radzić sobie ze swoim lękiem, stosując proste techniki pracy z ciałem, na przykład: progresywną relaksację mięśniową, ćwiczenia oddechowe, ćwiczenia w sterowaniu wyobrażeniami itp.
Ważne jednak, żeby najpierw podważony został zasadniczy schemat interpretacji sytuacji – jako tworu złożonego z wyobrażeń, a nie z faktów obiektywnych – schemat formowany zazwyczaj pod wpływem utrwalonej kulturowo postawy oddzielania seksualności od jej naturalnych funkcji i konsekwencji.
Krystyna Sztuka – doktor psychologii; psycholog kliniczny, praktyk z długoletnim doświadczeniem w psychoterapii zaburzeń i trudności emocjonalnych. Prowadzi własną praktykę psychologiczną oraz zajęcia z psychologii klinicznej, dramy i psychoedukacji w Akademii J. Długosza w Częstochowie. Współpracuje z Centrum Duchowości JJ. oraz z innymi ośrodkami zajmującymi się kształceniem i formacją. Jest członkiem Europejskiego Forum Bibliodramy, a także autorką książek pt.: „Psychologia kliniczna”, „Psychologia dla artystów”, „Twórcza ekspresja w dialogu terapeutycznym”, „Wyobraźnia a rozwój duchowy”. Prywatnie: żona,mama i babcia.
Billert H.: Tokofobia – problem multidyscyplinarny. Ginekol. Polska, 2007, 78.
Krynicki W.: Na początku był lęk – teoria psychiki zaburzeń psychicznych. Wyd. Marszałek, Toruń 2007.
Artykuł został opublikowany w Piśmie “Zbliżenia. O małżeństwie bliżej”, nr. 3 “Między Lękiem a pragnieniem – antykoncepcja”