Kiedyś miałam  problem z masturbacją, źle mi z tym było, ale nie umiałam odnaleźć w sobie sił by to zwalczyć….teraz radzę sobie dobrze. Zrozumiałam, że najbardziej na świecie chcę to przeżywać z moim Mężem. Czasami go okłamuję udając orgazm. On mnie bardzo kocha i bardzo chce dawać mi spełnienie. Czy moje udawanie jest grzechem? Mam […]

Kiedyś miałam  problem z masturbacją, źle mi z tym było, ale nie umiałam odnaleźć w sobie sił by to zwalczyć….teraz radzę sobie dobrze. Zrozumiałam, że najbardziej na świecie chcę to przeżywać z moim Mężem. Czasami go okłamuję udając orgazm. On mnie bardzo kocha i bardzo chce dawać mi spełnienie. Czy moje udawanie jest grzechem?

Mam nadzieję, że kiedyś sobie wymodlę nasz wspólny orgazm i to, że nie będę musiała udawać….bo jemu jest bardzo  przykro i smutno jak mówię prawdę, on się bardzo stara…a ja myślę, że musi minąć dużo czasu zanim moje zmysły oduczą się starych przyzwyczajeń i otworzą na nowe doznania…

Czy moje udawanie w łóżku jest grzechem?

A zapyta Ojciec dlaczego udaję?  Z miłości do Niego…żeby mu nie było  przykro…po prostu. A jednocześnie za każdym razem mam nadzieję, że się nam uda przeżyć to razem…

 

Wywoływanie orgazmu przez masturbację nie rodzi jedności, która jest możliwa tylko w relacji z mężem. W którymś momencie dostrzegła Pani tę różnicę, co w liście wyraziła Pani w pięknych słowach: „Najbardziej na świecie chcę to przeżywać z moim Mężem”.

Integralnie przeżywana miłość mężczyzny i kobiety pozwala wkomponować orgazm w relację małżeńską, czyniąc doświadczenie seksualne doświadczeniem więzi. Jednak uznanie orgazmu za najważniejsze kryterium udanego aktu seksualnego nadal opiera się na starych wzorcach.

Na akt małżeński trzeba popatrzeć z szerszej perspektywy niż tylko pod kątem intensywności doznania i dostrzec w nim wydarzenie zjednoczenia się kochających się ludzi. Przed Panią stoi kolejne zadanie – uświadomienia sobie najważniejszego wymiaru aktu małżeńskiego – przeżycia bliskości i jedności z kochaną osobą. Orgazm jest dopełnieniem tego spotkania, najbardziej intensywnym zakorzenieniem go w ciele, ale nie centrum aktu seksualnego. Gdyby tylko orgazm decydował o wartości współżycia seksualnego wiele kobiet musiałoby się czuć bardzo sfrustrowanymi, ponieważ nie przeżywają tak intensywnych przeżyć, albo przeżywają je tylko co jakiś czas.

Dopiero przeinterpretowanie aktu seksualnego i dostrzeżenie w nim wymiaru spotkania się męża i żony, pozwoli Pani skoncentrować się na więzi, którą przeżywacie w akcie seksualnym. Będzie Pani umiała także po współżyciu seksualnym nie związanym z silniejszymi doznaniami powiedzieć szczerze mężowi, że go bardzo kocha, że kocha go jeszcze bardziej, że czuje się z nim zjednoczona, jemu oddana, że „Najbardziej na świecie chcę to przeżywać z moim Mężem”. Tymi słowami wyrazić jednak bogactwo więzi, a nie tylko samą intensywność rozbudzenia.

Ciesząc się bliskością intymnością, pieszczotą, kochaniem będzie Pani stopniowo uczyć  się orgazmu, traktując go nadal jako pożądane dobro, ale nie przesądzające o jakości aktu małżeńskiego.

 

br. Ksawery Knotz