Artykuł wyjaśnia, jak odpowiedzialność zmienia się w przebiegu kompulsji i dlaczego przesuwa się na wybory wcześniejsze. Omawia różnicę między grzechem ciężkim i lekkim oraz między śmiertelnym i powszednim, a także to, dlaczego samo przeżycie nie jest miarą grzechu.

Pojęcia użyte w tym artykule

  • Czyn jest w pełni ludzki, gdy spełnia cztery warunki, czyli świadomość, poczytalność, wolność i dobrowolność.

  • Katechizm Kościoła Katolickiego (KKK 2352) stwierdza, że masturbacja jest aktem wewnętrznie i poważnie nieuporządkowanym, a niedojrzałość uczuciowa, nabyte nawyki i stany lękowe mogą zmniejszyć, a nawet zredukować do minimum winę moralną.

Utrata wolności narasta, a odpowiedzialność moralna się zmienia

Właściwa ocena odpowiedzialności moralnej człowieka, który masturbuje się kompulsywnie, wymaga prześledzenia sekwencji kompulsji od początku. Katechizm sam wymaga takiej wiedzy, bo każe przy sądzie o odpowiedzialności uwzględnić niedojrzałość uczuciową, siłę nabytych nawyków i stany lęku (KKK 2352). Ocena dobra, które służy rozwojowi człowieka i jego drodze do Boga, zakłada rozumienie tego, co się w nim naprawdę dzieje. Odpowiedzialność nie jest jednakowa w każdym jej momencie.

Trzeba rozróżnić trzy poziomy pragnienia. Pierwszym jest pragnienie dopaminowe, automatyczne, generowane przez sygnał warunkowy, bez udziału świadomości, które można ująć słowami „chcę ulgi”. Jest ono reakcją warunkową. Drugim jest pragnienie wolitywne, refleksywne, dostępne wtedy, gdy kora przedczołowa jest aktywna, czyli „chcę żyć zgodnie z moimi wartościami”.

Jest ono wolnym wyborem, ale wymaga spokoju. Trzecim jest pragnienie głębokiego, osobowego ja, czyli „chcę być zdolny do miłości, chcę żyć z Bogiem”. Odkrywa się tu najgłębszy poziom wolności, ale przy zachowaniach kompulsywnych jest on najczęściej niedostępny w momencie działania.

W szczycie kompulsji kontrola poznawcza jest znacznie osłabiona, tak jak w innych stanach silnego pobudzenia i głodu popędowego. Wartości, konsekwencje, inni ludzie, Bóg i przyszłość znikają z aktywnego pola świadomości. Dobrowolność może być wtedy minimalna. Dlatego Katechizm stwierdza, że nabyte nawyki i stany lękowe mogą zredukować winę moralną do minimum (KKK 2352).

Odpowiedzialność moralna jest więc różna w zależności od momentu sekwencji. W szczycie kompulsji bywa minimalna, bo minimalna bywa wtedy wolność, a razem z nią zdolność do powstrzymania się. W fazie narastania jest ograniczona, ale wyższa niż w szczycie. W fazie początkowego głodu jest znacząca, bo interwencja jest tu realna. Największa i najbardziej realna odpowiedzialność moralna leży jednak poza samą sekwencją, w czasie spokoju, gdy kora przedczołowa działa sprawnie i gdy wybór jest naprawdę możliwy.

Odpowiedzialność przesunięta na czas wcześniejszy

Osłabienie poczytalności, wolności wyboru i dobrowolności w szczycie kompulsji nie zwalnia człowieka z odpowiedzialności. Przesuwa ją wstecz, do chwil, w których wszystkie cztery warunki były pełne. Klasyczna teologia moralna, za Tomaszem z Akwinu, nazywa to zasadą voluntarium in causa, dobrowolnością w przyczynie.

Zasadę tę ilustruje codzienny przykład. Człowiek, który wsiada do samochodu po nieprzespanej nocy, ignorując kolejne ataki senności i drżenie powiek, w momencie, gdy zasypia i doprowadza do wypadku, ma poczytalność bliską zeru. Ciężar odpowiedzialności spada na jego wcześniejszą, w pełni świadomą i dobrowolną decyzję o kontynuowaniu jazdy wbrew sygnałom wysyłanym przez organizm.

Przy masturbacji kompulsywnej ta sama logika przenosi punkt ciężkości moralnej oceny poza sam szczyt kompulsji, tam, gdzie poczytalność i dobrowolność są rzeczywiście dostępne. Odpowiedzialność leży w decyzji, by szukać pomocy, albo w decyzji, by jej nie szukać. W pracy nad regulacją emocjonalną albo w jej zaniedbaniu.

W budowaniu bliskości małżeńskiej albo w ucieczce od niej. W modlitwie, która poszerza okno tolerancji, albo w jej systematycznym pomijaniu. Właśnie w tych momentach człowiek dysponuje pełnią swoich czterech warunków naraz, i tam rozgrywa się jego rzeczywista wolność.

Iluzoryczne jest natomiast przekonanie, że w szczycie kompulsji można było zadecydować o jej przerwaniu, ale dobrowolnie się tego nie zrobiło. Wolność jest realna w czasie spokoju i w fazie wczesnego głodu, gdy wyzwalacz się pojawił, ale głód jest jeszcze słaby, i właśnie tam zdolność wstrzymania działania jest największa.

Grzech ciężki i lekki, grzech śmiertelny i powszedni

Grzech konkretnego człowieka rodzi się na tej samej podstawie co każdy czyn moralny, ze świadomości i z dobrowolnej zgody. Człowiek wie, co robi, zgadza się na to i bierze odpowiedzialność za swoje decyzje i następujące po nich czyny. Ogromna większość takich grzechów dotyczy spraw codziennych i powszechnych. Należą do nich zniecierpliwienie, drobne kłamstwo, brak rozmowy, chłód okazany współmałżonkowi i odłożona modlitwa.

Tradycja opisuje ten obszar dwiema parami pojęć, które w Katechizmie bywają używane zamiennie, ale niosą różne akcenty. Podział na grzech ciężki i lekki kładzie akcent na wagę czynu i na rozmiar szkody, jaką wyrządza. Podział na grzech śmiertelny i powszedni kładzie akcent na stan duchowy człowieka, na to, czy dopuszcza Boga do działania w swoim życiu, czy zerwał z Nim relację, czy miłość w jego sercu została osłabiona, czy też zniszczona.

Rozróżnienie widać już w Piśmie, gdzie Jan pisze o grzechu sprowadzającym śmierć i o takim, który jej nie sprowadza (1 J 5,16-17). Potem Kościół dokładniej określił myśl zawartą w Piśmie świętym (por. KKK 1854).

Grzech powszedni nie przerywa drogi do Boga. Osłabia ją i spowalnia, tak jak rana, z którą można iść dalej, choć idzie się wolniej. Tomasz z Akwinu porównywał grzech śmiertelny do choroby śmiertelnej, a powszedni do choroby uleczalnej, bo człowiek może nosić w sobie wiele słabości i żyć, ale jedna śmiertelna wystarczy, żeby umarł. Oznacza to, że codzienne potknięcia małżonków nie stawiają ich poza relacją z Bogiem. Oznacza też, że lekceważenie tych potknięć nie jest obojętne, ponieważ powtarzane osłabienie stopniowo zmienia kierunek życia.

Do grzechu śmiertelnego potrzeba trzech warunków (KKK 1857), z których każdy jest konieczny, a żaden nie wystarcza sam.

Muszą one wystąpić łącznie (KKK 1859). Masturbacja spełnia pierwszy z nich, ponieważ dotyczy materii poważnej, jaką jest seksualność, a jej przedmiot jest poważnie nieuporządkowany. O pozostałych dwóch rozstrzyga konkretny czyn konkretnego człowieka. Nauczanie Kościoła dopuszcza więc, że przy ich spełnieniu czyn jest grzechem ciężkim, i wymaga zarazem, by sąd o odpowiedzialności uwzględniał niedojrzałość uczuciową, nabyte nawyki, stany lękowe i inne czynniki psychiczne lub społeczne (KKK 2352). Grzech w znaczeniu właściwym jest zawsze aktem konkretnej osoby (RP 16). Ciężkość grzechu jest możliwa, ale w konkretnym przypadku bywa trudna do stwierdzenia. Nauczanie Kościoła nie pozwala rozstrzygać tej kwestii z góry w żadną stronę. Nie można domniemywać ciężkiej odpowiedzialności, tylko dlatego, że materia jest poważna. Nie można też domniemywać jej braku, tylko dlatego, że działają czynniki psychiczne i społeczne. Pierwsze domniemanie pomijałoby to, co Katechizm każe uwzględnić w sądzie o osobie (KKK 2352). Drugie, według Persona humana 9, oznaczałoby niezrozumienie moralnej zdolności człowieka. Wiedza psychologiczna wskazuje, które czynniki mogą ograniczać odpowiedzialność, ale nie rozstrzyga, czy w danym akcie ją ograniczyły. Rozstrzyga o tym ocena konkretnego czynu konkretnej osoby, dokonana według czterech warunków czynu ludzkiego. Ostatecznie sąd ten należy do sumienia osoby oraz do sprawiedliwości i miłosierdzia Bożego (KKK 1861).

Teologia moralna mówi także o wyborze podstawowym, czyli zasadniczym ukierunkowaniu życia ku Bogu albo od Boga, które człowiek przyjmuje wolnym wyborem i które nadaje sens poszczególnym czynom. Jan Paweł II przypomina w encyklice Veritatis splendor, że to ukierunkowanie jest rzeczywiste, ale nie chroni człowieka przed grzechem ciężkim, bo jeden czyn dotyczący materii poważnej, spełniony z pełną świadomością i dobrowolną zgodą, może je odwołać (VS 65–70). Nie wynika stąd jednak, że o stanie relacji z Bogiem można wnioskować z pojedynczego czynu widzianego z zewnątrz. Nikt poza samym człowiekiem nie zna stopnia świadomości i dobrowolności w konkretnym akcie ani kierunku całego jego życia. Dlatego ocena masturbacji jako czynu nie rozstrzyga o stanie relacji danej osoby z Bogiem. Ten sąd Kościół pozostawia sumieniu osoby oraz sprawiedliwości i miłosierdziu Bożemu (KKK 1861).

Przeżycie nie jest miarą grzechu

Człowiek doświadcza kilku rodzajów bólu naraz i odczuwa je jako jeden ciężki stan. Takiego stanu nie należy utożsamiać z ciężarem grzechu ciężkiego.

Wynika stąd praktyczna reguła, według której sumienie ocenia decyzję, a nie natężenie przeżyć. Wstyd, pustka i spadek napędu po epizodzie są stanami układu nerwowego i nie świadczą o ciężarze grzechu, tak jak ich brak nie świadczy o niewinności. Wina dotyczy czynu, żal dotyczy relacji, a wstyd, który orzeka o tożsamości, należy do mechanizmu, który kompulsję podtrzymuje, a nie do oceny moralnej.

Wstyd destrukcyjny współgra też z obrazem Boga sędziego i prowadzi do przeświadczenia, że masturbacja jest grzechem śmiertelnym, który zabił relację z Bogiem.

Zobacz też

  • Czy człowiek może się zatrzymać. Wolność i zawężone pole świadomości. Ile wolności zostaje człowiekowi w szczycie pożądania.

  • Intencja i okoliczności. Czemu służy czyn i w jakich warunkach się dzieje. Dobro, którego człowiek szuka, i okoliczności zmieniające ciężar czynu.

  • Spowiedź przy masturbacji. Kiedy leczy, a kiedy utrwala kompulsję. Spowiedź jako błędne koło albo lekarstwo.

Artykuł należy do cyklu „Masturbacja. Wiedza, ocena moralna, pomoc”.